Ciekawostki historyczne



Stocznia w Ratowicach


W latach 70-tych XIX w. szkutnik Christian Maskos zbudował stocznię przy starej odnodze Odry w Jelczu. Kiedy koryto uległo zamuleniu, transport zreperowanych jednostek stał się niemożliwy. Dlatego też, ok.1890 r. właściciel przeniósł firmę do pobliskich Ratowic. Podczas mroźnej zimy 1928/29 z powodu trudności finansowych zakład wystawiono na sprzedaż. 22 lutego 1929 r. stocznie przejął Adolf Gasde. Pochodził on z Koźla opolskiego i był synem posiadacza tamtejszej stoczni. Swoją edukację rozpoczął w rodzinnej firmie, by przez następne lata pogłębiać wiedzę i praktykować w Regensburgu, Hamburgu i włoskiej Wenecji. Początki samodzielności były dość trudne. Mroźne zimy i światowy kryzys gospodarczy 1931/32 nie sprzyjał obfitości zamówień. Od 1934 r. zaczął się nowy, pomyślny okres. Do ratowickiej stoczni zaczęły masowo napływać oferty napraw statków. Szczególnie dotyczyły barek zbudowanych z drewna, które szybciej ulegały zniszczeniu. W 1938 r. otrzymano zamówienie na budowę barki motorowej 16 m długości i 230 PS. Wkrótce wodowano dwie kolejne, 21 m długości i 300 PS.W ostatnich latach wojny właściciele jednostek, z powodu bombardowań nie chcieli więcej pływać do zachodniej części Niemiec. W związku z tym  zgłaszali konieczność ich konserwacji co przyczyniło sie do wzrostu ilości pracy stoczniowców.


20 stycznia 1945 r. w momencie ucieczki, A. Gasde zanotował,  iż na terenie stoczni pozostało 18 barek, w tym nowo zbudowana, najnowocześniejsza 400 tonowa, którą Rosjanie przetransportowali do Królewca.
Jak na ówczesne czasy, nasza stocznia  była dość nowoczesna. W przeciwieństwie do innych zakładów z tego regionu była zelektryfikowana, a długość pochylni wynosiła 100 m. W najlepszym okresie zatrudniano 60 robotników i 18 praktykantów. Jedynym pracownikiem biurowym była,  mieszkająca w naszej miejscowosci, teraz 90-letnia  Johanna Troche, obecnie Walczak."
Po 1945 roku rodzina Gasde osiedliła sie w Hamburgu. Obecnie żyje jeszcze córka Karin i syn Wolfgang, którzy nigdy nie kontynuowali rodzinnych tradycji.


Po wojnie stocznia nadal z powodzeniem funkcjonowała. W 1948 r. Państwowa Żegluga na Odrze wydzierżawiła warsztaty Czechosłowackiej Żegludze. W 1952 r. stocznia ponownie przeszła pod zarząd polski. W tym okresie reperowano zniszczone działaniami wojennymi statki,  a w najlepszym okresie działalności zatrudniano ok.120 osób. W 1959 r. stocznia przestała istnieć. Pozostały majątek przejęła firma "Orbis", która produkowała stalowe krzesła, stoły i lampy.
Miejmy nadzieję, że na opuszczonym terenie jeszcze kiedyś, odrodzą się dawne tradycje kunsztu szkutniczego, zawodu, który tak wielu Ratowiczanom zapewniał spokojny byt.


Na podstawie wspomnień Joanny Walczak opracowała Krystyna Skowera