MY RATOWICZANIE…

Aktualności, Wtorek, 11 maja 2021
MY RATOWICZANIE…

Z Ratowic do Afganistanu


Bartłomiej Haniszewski – trzydziestoletni mieszkaniec Ratowic, od 10 lat zawodowy żołnierz, lekarz. Na co dzień pracuje w 2 Wojskowym Szpitalu Polowym, a dodatkowo robi specjalizację z chirurgii ogólnej w 4 Wojskowym Szpitalu Klinicznym przy ul. Weigla we Wrocławiu.


Bartek jest też wielkim fanem sportu - i to bardzo aktywnym fanem. To zresztą tradycja rodzinna. Poza jazdą rowerem, bieganiem i żeglarstwem uprawia sporty zimowe. Pasjonują go także sporty ekstremalne. Koledzy, którzy podzielają te zainteresowania i uczestniczą w różnego rodzaju ekstremalnych zawodach sportowych jak Runmageddon, bieg na Wielką Krokiew (Red Bull 400) czy Survival Race cieszą się, że mają zawsze na miejscu najlepszą, pierwszą pomoc lekarską przy urazach o które w tych sportach nie jest trudno.

Może to ciągłe poszukiwanie ekstremalnych wrażeń i wymaganie od siebie coraz więcej i zmotywowało młodego lekarza do podjęcia kolejnego wyzwania, o które go zapytaliśmy.
Bartek Haniszewski właśnie kilka tygodni temu wrócił z ośmiomiesięcznej misji Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, a wcześniej przez pół roku pełnił też służbę na misji UE Sophia na Sycylii


- Co Cię skłoniło do wyjazdu do Afganistanu?
- Zawsze fascynowało mnie wojsko i medycyna. Po pierwszym roku studiów medycznych pojawiła się możliwość wstąpienia do wojska - i dało się pogodzić i wojsko i medycynę. Tak zostałem lekarzem wojskowym. A misje…? Pojechałem do Afganistanu ze względu na zawód jaki wybrałem. Chciałem poznać trochę bardziej ekstremalne warunki, zdobyć doświadczenie, zobaczyć działanie medycyny pola walki i poczuć adrenalinę. Dla młodego lekarza nie bez znaczenia są też względy finansowe.
W Afganistanie Polski Kontyngent Wojskowy bierze udział w misji Resolute Support, której celem jest doradzanie władzom oraz szkolenie afgańskiej policji i wojska. Poza tym polscy żołnierze wykonują zadania ochrony bazy oraz wsparcie wojsk koalicyjnych. Będąc w Afganistanie trzeba być w ciągłej gotowości na wypadek ataku na bazę. Broń trzeba mieć cały czas przy sobie, hełm i kamizelka kuloodporna muszą być dostępne w czasie do 10 minut. Trzeba wiedzieć gdzie jest najbliższy schron i jakie mam zadania w razie ataku. A ostrzały bazy zdarzały się wielokrotnie, o różnych porach dnia i nocy. A do tego suchy, gorący klimat, kurz, który dostaje się wszędzie.

- Jaką rolę pełni lekarz?
- Jest odpowiedzialny za punkt zbiórki rannych, pierwszą pomoc i ewakuację na wyższy poziom zabezpieczenia medycznego. Na szczęście obyło się bez rannych. Poza tym zapewnia podstawową opiekę zdrowotną polskich żołnierzy i szczepienia oraz profilaktykę. Pod moją opieką było ponad 300 żołnierzy w 9 bazach.

- Czego wymaga się od żołnierzy i lekarzy wyjeżdżających na misję?
- Przede wszystkim zdrowia i odporności psychicznej. Samo przygotowanie do wyjazdu trwa pół roku. W tym czasie żołnierze są szkoleni. Nie ma specjalnych sprawdzianów fizycznych, bo takie mamy w wojsku co roku, ale trzeba załatwić też dużo formalności – certyfikaty szkoleń, SERE, poziom znajomości języka angielskiego, orzeczenie wojskowej komisji lekarskiej, no i na mój etat prawo wykonywania zawodu lekarza.

- Jak wyglądało życie w bazie?
- Mieszkaliśmy w kontenerach, w wydzielonej polskiej części bazy. W bazie byli żołnierze z bardzo wielu krajów. W większości to jednak Amerykanie. Normalne - i tak trudne - życie bazy utrudniała dodatkowo pandemia, bo na przykład posiłki dostawaliśmy tylko na wynos. Właściwie cały dzień spędzałem w pracy w przychodni, z krótką przerwą na obiad. Menu było bardzo zróżnicowane, każdy znalazł coś dla siebie. Po pracy siłownia polowa, bieganie, telewizja, rozmowy z kolegami. Życie w bazie jest dość monotonne, do tego jeszcze tęsknota za domem. Urozmaiceniem były wyloty do innych baz, gdzie byli polscy żołnierze. Latałem tam na badania i szczepienia, z lekami. Ze względu na covid nawet nie było możliwości skorzystania z urlopu na zewnątrz. Byłem jedynym lekarzem na nasz kontyngent, więc zawsze musiałem być gotowy na wezwanie i miałem sporo pracy.

- A Afgańczycy? Czy był czas na kontakty z miejscowymi?
- Niewiele. Nie o wszystkim mogę powiedzieć, ale mieliśmy miejscowych tłumaczy, mieliśmy też kontakt ze sprzedawcami na bazarach, czasem dzieci przychodziły po słodycze.

- Czy powrót do naszych realiów był trudny?
- Pandemia spowodowała, że moja ostatnia misja była długa, nie było mnie ponad osiem miesięcy. W szpitalu, z powodu covida też dużo się zmieniło, wielu rzeczy trzeba uczyć się od nowa, niektóre procedury są zupełnie inne, nie jest łatwo się szybko przestawić. Wracam do pracy w jednostce, do zabezpieczania przylotów wojsk i w szpitalach covidowych, oraz do przerwanej specjalizacji. Mam też zaległości w życiu towarzyskim.

- Mówią, że ciągnie wilka do lasu. Pojedziesz jeszcze na misję?
- Może za jakiś czas. Na razie muszę odpocząć. Nasza misja w Afganistanie już jest na wygaszeniu, większości wojsk NATO do września tam już nie będzie, choć sytuacja nie jest do końca stabilna. Są jeszcze misje w innych krajach, więc… nie mówię nie!

Notowała: Beata Jagielska

 

62070091_2598309560193560_8938876796191899648_n.jpg
66081916_2645479942143188_7725009701359845376_n.jpg
140298162_749952455638156_7783789517229971285_n.jpg
155241454_3568050319987813_9041410824137888801_n.jpg
179130131_479602446426269_3243477467538424196_n.jpg
180028140_512370310143678_908788619127861938_n.jpg
bartek-haniszewski.jpg

Urząd Gminy Czernica

ul. Kolejowa 3, 55-003 Czernica
Telefon:
Fax:
(71) 726 57 00

Godziny pracy Urzędu:

poniedziałek 7:30 - 15:15
wtorek 7:30 - 15:15
środa 8:00 - 17:00
czwartek 7:30 - 15:15
piątek 7:30 - 15:15

Konto bankowe oraz NIPy

Konto bankowe:
Santander Bank Polska S.A.
Nr 62 1090 2398 0000 0001 4728 8989

NIP Urzędu Gm. Czernica: 896-13-14-672
NIP Gminy Czernica: 912-11-01-093